Thoni Mara – test leginsów 2/3 NRG

Ach ta kompresja do biegania..

 

Kompresja czy inaczej odzież kompresyjna zdobyła w ostatnich latach ogromną popularność. Wdarła się z półek sklepów medycznych do środowiska biegowego i dzięki agresywnemu marketingowi rozsiadła w świadomości biegaczy jako kolejny środek do poprawy wydolności i nadzieja na urwanie cennych sekund w życiówkach lub też obietnica szybkiej regeneracji. Powstało mnóstwo prac i artykułów, badań naukowych jak i amatorskich opinii na temat zbawiennego wpływu kompresji.

 

W poszukiwaniu tej jedynej (pary legginsów)

 

Moja opowieść jest co prawda o odzieży kompresyjnej, ale nie o jej zbawczym na losy świata działaniu lecz o tym co dla mnie w codziennym bieganiu najważniejsze gdy chodzi o ciuchy – wygodzie. Przerobiłem całą masę różnych modeli legginsów do biegania, większości znanych mi firm i jak dotąd miałem problem z odnalezieniem tych jedynych. Mojego złotego graala, który zadba nie tylko o 4 litery i wygodę w kroku ale staną się okryciem ciała, na który nie będę zwracał uwagi podczas biegu. Zrezygnowany żmudnymi poszukiwaniami zostałem skłoniony w sklepie sportowym przedstawiciela marki do przymierzenia legginsów firmy Thoni Mara. Nie kupiłem ich od razu. Ich cena nie jest nazwijmy to dyskontowa (około 240 zł), a o marce usłyszałem po raz pierwszy więc z wrodzonym sobie sceptycyzmem wróciłem do domu i zacząłem naukowe poszukiwania za opiniami, jak robi wielu z nas. I co? I nic:) Kilka lakonicznych historyjek i opisów na stronie niemieckiego producenta, próżno też szukać filmików na youtube gdzie ktoś rozwlekle by o nich opowiadał jak to w przypadku znanych powszechnie producentów. Dowiedziałem się tyle, że to nowa, budząca się do życia niemiecka firma założona przez biegaczy, dla biegaczy. Wróciłem jednak na drugi dzień po mojego gralla. Bo jakie ma znaczenie w sumie kto jest producentem, i że nie biega w ty Kilian jeśli wszystkie receptory rozmieszczone na tyłku krzyczą “to jest to!”? Ze względu właśnie na mój zachwyt i to, że sam nie mogłem wyszperać w internecie za wiele postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami z użytkowania.

 

Legginsy do biegania – mmm my precious:)

 

Legginsy do biegania Thoni Mara nrg2 bo o nich mowa wykonane są z tajemniczej tkaniny nrg (nilit innergy)  (skład: 50% Polyamid innergy, 35% Polypropylen, 15% Elasthan). Materiał ten ma ponoć odbijać promienie podczerwieni co wpływa na wydajność biegacza. Nie wiem czy moje 4 litery promieniują światłem podczerwonym, nie znalazłem nic w tym temacie również w literaturze fachowej. Jedno jest pewne, to najlepszy materiał na legginsy z jakim miałem do czynienia. Doskonale radzi sobie z odprowadzaniem wilgoci, gdy w słoneczne dni można smażyć jajka na maskach samochodów a w chłodne dni zapewnia komfort termiczny. Nie łapie też nieprzyjemnych zapachów i nie generuje ich powstawania. Czasami tak bywa, że złej jakości odzież sportowa ułatwia i potęguje powstawanie nieprzyjemnych zapachów i już po pół godziny biegu nasz zapach niewiele ma wspólnego z cytrynową świeżością. W tym wypadku zjawisko to nie występuje, i przyznaję się bez bicia – gdy zapomnę je uprać po treningu, spokojnie da się je ubrać ponownie. Pranie więc będzie się opierać raczej na zachowaniu zasad higieny niż przymusu, ze strony aromatu unoszącego się nad odzieżą. Tkanina nrg jest gęsto tkana, co sprawia że częściowo chroni również przed lekkim wiatrem.

legginsy biegowe

Budowa legginsów Thoni Mara

 

Kompresyjne właściwości oraz krój legginsów sprawia że układają się idealnie. Przylegają do ciała integralne, stając się drugą skórą biegacza. Wcześniej używając legginsów biegowych zawsze coś mi nie pasowało w męskich rejonach strategicznych, a podczas długich i monotonnych ultramaratonów mały dyskomfort potrafi urosnąć do miary problemu dyplomatycznego. Tutaj jest idealnie. Ważyłem kiedyś 130kg. Bieganiu i zdrowej diecie zawdzięczam dziś swoje zdrowie i masę 65kg. Jak wielu neofitów zdrowego trybu życia, którzy na biegowych ścieżkach wytopili dużą ilość smalcu została mi w dolnej części brzucha bardziej elastyczna skóra która podczas biegania żyje własnym życiem. Legginsy Thoni Mara posiadają tak zwany podwyższony stan (tak mi żona powiedziała), co pozwala na całkowite zapomnienie o tym problemie. Nic się już nie telepie i wszystko zostaje na własnym miejscu. Dodatkowo otrzymujemy pięknie wymodelowaną sylwetkę co zapewne docenią również kobiety. W pasie znajduje się sznurek ze ściągaczem, ale jego lokalizacja jest idealnie przemyślana – widać, że odzież projektowana jest przez ludzi, którzy sami biegają. Ściągacz znajduje się z tyłu od zewnętrznej strony legginsów więc nic nie uwiera w pępek ani w krzyże jak to bywa w innych spodenkach biegowych.

Z tyłu legginsy wyposażono w kieszonkę na zamek z odblaskiem. Kieszonka jest dość elastyczna i pomieści klucze i mały telefon. Niestety większość smartfonów będzie musiało znaleźć sobie inne miejsce podczas biegu. Z kieszonek w legginsach i tak nigdy nie korzystam w ten sposób, bo wyciąganie z nich wilgotnego od potu po mocnym treningu telefonu nie należy do przyjemnych.

 

Wykonanie

 

Wykonanie jest na najwyższym poziomie – nie znajdziemy nigdzie wystających nitek, czy niedoróbek, które co smutne zdarzają się w masowej produkcji nawet wysoko cenionych topowych marek. Szwy są płaskie i po założeniu legginsów nie wiemy nawet o ich istnieniu – nic nie uwiera, a co najważniejsze nie wywołuje obtarć. Użyty do produkcji legginsów Thoni Mara materiał jest bardzo trwały. Mimo długotrwałego użytkowania i wielokrotnego prania w detergentach legginsy nie straciły swoich kompresyjnych właściwości.

 

Komfort i użytkowanie

 

Podczas biegu legginsy są niezauważalne. I o to właśnie chodzi. Ich olbrzymim atutem są właściwości kompresyjne. Kompresja rozlokowana jest w odpowiednich miejscach. Utrzymuje stabilnie mięśnie ud i pośladków, a tam gdzie należy zapewniają wygodę i dopasowanie. Legginsy nie ograniczają ruchomości w stawach, więc pozwalają na zachowanie właściwej postawy i kroku biegowego – brak tu poczucia stawianego oporu ze strony odzieży biegowej podczas sprintów i podbiegów. Podczas wszystkich biegów i treningów legginsy raz założone pozostają na miejscu do końca bez potrzeby ich ciągłego poprawiania, co często zdarzało mi się w modelach innych marek wywoływając niepotrzebną irytację. W modelu ¾ i długich legginsach kompresja wymodelowaną jest tak by dodatkowo podtrzymywać rzepkę kolana. W biegach zimowych używam butów z kolcami, więc żeby nie uszkadzać dolnych partii legginsów podczas upadków wybieram wersję ¾, do których zakładam opaski kompresyjne na łydki, które w razie zniszczenia można łatwo wymienić.

 

Słowo na niedzielę..

 

Podsumowując. Jeśli poszukujesz tak jak ja swojego graala i nie musisz mieć koniecznie odzieży za połowę swojej wypłaty, w której biegają sponsorowani mistrzowie, cenisz wygodę i funkcjonalność odzieży sportowej to warto. Przekonałem się wielokrotnie że nieraz lepiej jest zaufać własnym odczuciom i temu co nasze ciało podpowiada niż materiałom reklamowym przygotowanym przez mistrzów marketingu.

 

Autor testu: Jacek Maślanka

Leginsy dostępne w NORAFSPORT

Thoni Mara odzież biegowa

Dodaj komentarz