DUT nieprosty jak drut… -relacja zwyciężczyni trasy SKY DUT na Dalmacija Ultra Trail (155km)

Druga edycja Dalmacija Ultra Trail miała być najważniejszym punktem biegowym w 2017 r. i najdłuższym dystansem z jakim postanowiłam się zmierzyć do tej pory. Jadąc do Chorwacji tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać i właściwie po jakich górach będę hasać. Jako, że start był wpleciony w długo wyczekiwany urlop, już tydzień przed pamiętnym piątkiem 20.10, moje stopy po raz pierwszy dotknęły chorwackich kamieni (kamerdolców), które (jak się później okazało) stanowiły istotny czynnik biegowo-mentalny całego ultra.

 

Zwiedzanie i gallowayowanie po Wielkiej i Małej Paklenicy dało przedsmak tego co może dostarczyć SKY DUT…
I szewczykowy plan uszczknięcia 30h odfrunął daleko do rodzinnej Gaci 😉
Zaczęłam również ogarniać dlaczego limit (45h) jest tak liberalny, bo przecież 6500m przewyższenia na 155 km to bez szału 😉
Z nutką niepokoju zerkałam na surowe góry osłaniające Omis (miejsce startu), ale urlop to urlop przejmować się za bardzo nie ma co! (Łatwo się mówi, ale niech tam) 😜


Sam start zaplanowany o 15 w piątek – dla mnie idealnie, najbardziej lubię startować popołudniu lub wieczorem. Spodziewałam się cichego i kameralnego startu na starówce Omis, w końcu startuje niewiele ponad 70 osób.


Ale nic takiego! Muzyka, oklaski i wystrzał z pirackiej strzelby! Serducho zabiło mocniej i dzida… pierwsze km (jak zwykle w moim wydaniu) nierówne, szarpane, ale w spokojnym tempie. Ale od 7 km już organizm załapał rytm i kolejne metry zaczęły upływać harmonijnie. Taktyka biegu była jedna i bardzo prosta – płaskie i z górki odcinki biegnę/truchtam (o ile nie jest to karkołomne zejście), wszystkie podejścia (nawet te lekkie) maszeruję od początku, żeby po 20 km nie było „przypału”.


Głowę miałam ustawioną na samotny bieg, więc nie oglądając się na nikogo wcielałam plan – od punktu kontrolnego do punktu kontrolnego. 1/15 trasy, 1/5, 1/3… lecimy! W jednym z miasteczek dostaję mandarynkę od chłopca, zabieram, dziękuje i chowam do plecaka (przebiegnie ze mną do mety). Noc upłynęła szybko, a bo i emocje były – a to obrzeża miast (niezbyt piękne), a to bieg środkiem cmentarza, a to opuszczone wsie… szybko oddalałam głupie myśli i truchtałam dalej.
Gdy zorientowałam się, że 73 km uda mi się zrobić poniżej 12h, to pomyslałam:
„No szewczyk może ta trzydziecha na mecie jest do ogarnięcia”. Zwłaszcza, że czułam się naprawdę dobrze – prawie nic jeszcze nie bolało (Wow) i niedługo wstanie nowy dzień! Na punkcie ekipa DUT z radosnymi minami daje znać, że jestem trzecią babeczką…No fajnie, ale nie ma się ekscytować, bo „droga długa jest”. Wyprzedzona jeszcze przez hordy biegaczy z dystansu 100 km totalnie straciłam rozeznanie, na jakiej pozycji biegnę – i bardzo dobrze!!! Teraz czekałam na przepak, ciepłą herbatkę i skarpetki😉 wiedziałam, że walka ze sobą zacznie się po 100 km… i tak było.. niby grubo za połówką, ale jeszcze tyle do zrobienia i na dodatek robi się ciepło… motywujące wiadomości dryndoliły w telefonie (baaardzo Wam dziękuje Zuchy moje)… Na którymś z kolejnych kamerdolcowych zejść, gdzie do głowy cisnęły się myśli „a niech to drzwi ścinął tą kamieni kupę”, napotkany biegacz z mojego dystansu mówi, że jestem pierwszą kobitką. Nie no, niemożliwe, odrzekłam więc: No way. Obsługa pkt potwierdziła, więc way, way 😜 wszystko piknie, więc pasuje doczłapać do tej mety z ideą że z kroczku na kroczek jest coraz bliżej. I tak było, fragmentami lepiej, później gorzej, ale bez problemów żołądkowych i mięśniowych, więc jak się mówi nie ma miękkiej gry – walczymy, nawet kosztem odrzucenia zaproszenia przez lokalersów na kawkę o poranku 😜Ostatnie 25 km ciągnęły się niesłychanie – góra/ dół/ kamienie/szutr – ile jeszcze?? Ciut, ciut 😉 aż zostało 4km i schody i zejścia i światła Omis w dole.. plaża, meta, szampan i złamane 28h 😊
Atmosfera biegu niezwykła. Wolontariusze jak dobre duszyczki co każdemu chcą pomóc, trasa wyjątkowa i nieporównywalna z żadną inną. Magia morza, gór i wyjąca się nitka trasy SKY DUT.

Wszystkim bardzo dziękuje za wsparcie na trasie (Joanna Krajewska, Marta Janicka, Katarzyna Dziuban, Tomasz Janicki, Jakub Krajewski) i wielu, wielu innych – jesteście nieziemskie Zuchy!

Specjalne podziękowanie dla Agnieszka – nieobecna ciałem, ale całym serduchem!
Trebor Kizdud – porady małe i duże!

Łukasz – Ty już najlepiej wiesz!

Husaria Race team – dzięki za „hałas” na mecie i rozdaniu nagród

 

Foto: Łukasz Dziuban

Kasia biegła I część trasy w „koszulce mocy” THONI MARA z serii BREEZE – koszulka mocy daje jak widać niezłej (admin)

 

 

Maraton Zaporowy

 

NORAFSPORT – sklep dla biegaczy

Dodaj komentarz